Zobacz zawartość numeru 7-8/2019 z materiałami na różne okazje… zobacz
Akademia Edukacji posiada AKREDYTACJĘ Małopolskiego Kuratora Oświaty

Aniołek w klatce

Mieczysław Maliński   
Wrzesień 2001

Fragment opowiadania: Razu pewnego małe diablątka zaczęły się awanturować, domagając się od ojca, żeby przyniósł im do domu małego aniołka. Stary diabeł się złościł: - Co wam strzeliło znowu do głowy? Czego wam się zachciało! One odwrzaskiwały: - Aniołka! - Po co wam aniołek? – wśc... więcej
Pobierz plik

Ten plik można pobrać za pomocą SMS (2.46 PLN brutto) lub wpisując kod do pobierania.

Jak pobierać?
Informacje o pliku
Typ pliku: pdf
Wielkość pliku: 832.85 kb
Stron: 13
Id: 980

Fragment opowiadania:
Razu pewnego małe diablątka zaczęły się awanturować, domagając się od ojca, żeby przyniósł im do domu małego aniołka. Stary diabeł się złościł:
- Co wam strzeliło znowu do głowy? Czego wam się zachciało!
One odwrzaskiwały:
- Aniołka!
- Po co wam aniołek? – wściekał się diabeł.
- Wsadzimy go do klatki i będziemy go mieć.
Zdawało się staremu diabłowi, że z czasem przejdzie im ta zachcianka, ale nie przeszła. Tak go napastowały, tak się napierały, tak wciąż od tego nie chciały odstąpić, że nie było rady. Trzeba było jakiegoś aniołka schwycić.
Podkradł się więc stary diabeł pod niebiosa, kiedy aniołki baraszkowały na obłokach. Jeden z nich gdzieś się zawieruszył i tego stary diabeł przycapił. Schował go za pazuchę, chociaż tamten mu się wyrywał, piszczał, płakał, przyniósł do domu, klatka była przygotowana, wsadził aniołka do klatki i aniołek był.
Siedział aniołek w klatce i płakał. A małe diablątka otoczyły klatkę razem z diablicą i diabłem i przyglądały się małemu aniołkowi. Był puchaty, biały. Miał bielusieńkie, prawie srebrne skrzydła, włoski jasne jak len, na główce złotą obrączkę i gwiazdę, która błyszczała. Ubrany był w długą, białą szatę przepasaną złotym sznurem. Spod długich rękawów wyzierały różowe łapki. I płakał. A diablątka się śmiały z niego. Diablica i stary diabeł wrzeszczały:
- Nie wolno za bardzo dokuczać aniołkowi, bo umrze!
Ale diablątka – oczywiście – dokuczały, jako że takie są diablątka. Wyśmiewały się, przedrzeźniały go, szturchały go patykiem, przeklinały, wyszczerzały zęby, straszyły go, skakały na klatkę, pluły na niego, wrzucały mu do klatki rozmaite śmieci. Aniołek bardzo się bał. Najpierw stał na środku klatki, potem ukląkł, złożył rączęta i modlił się do Pana Boga, modlił – a za chwilę już przestał się bać, chociaż diablątka robiły wszystko, żeby się bał.
Gdy się aniołek pomodlił, wtedy popatrzył na nie swoimi ślicznymi niebieskimi oczętami tak serdecznie, aż się przestraszyły. Uśmiechnął się do nich. Prawie że się schowały pod ziemię. Nie ze strachu przed złością, tylko ze strachu przed jego uśmiechem. Skryły się za sprzęty, powłaziły pod ławkę, pod stoły i stołki i stamtąd pluły na niego. Zaczął do nich coś mówić. Wtedy pouciekały we wszystkie kąty, pozatykały sobie uszy i kwiczały jak prosięta, żeby zagłuszyć głos aniołka (...).