Akademia Edukacji posiada AKREDYTACJĘ Małopolskiego Kuratora Oświaty

Społeczność

Miejsce na to, by zainspirować. Siebie i innych. Wieści z życia przedszkoli, konkursy, odpowiedzi na nurtujące Was pytania.

Bajeczna Księga gr Krasnali z Przedszkola nr 110 we Wrocławiu


Wpis dodał(a) Marta Kurantowicz
5 dni temu, wyświetleń 11


Wpis został sprawdzony przez moderatora

Ratujmy nasz dom

Stary dąb rosnący na skraju lasu był przepięknym, wysokim i mocnym drzewem o rozło-

rzystych konarach. Leśne drozdy z upodobaniem gnieździły się w jego koronie, sowy, dzię-

cioły i wiewiórki pozajmowały wszystkie dziuple, a pod korzeniami rozgościł się borsuk.

Zdarzało się, że wśród sąsiadów wybuchały drobne spory. A to ktoś w nocy zbyt głośno

pohukiwał, a to ktoś inny w dzień zbyt natarczywie stukał dziobem w pień, udając, że

leczy całkiem zdrowe drzewo – ot, zwykłe leśne sprawy. Prawdziwe kłopoty zaczęły się,

gdy do lasu przyjechali ludzie, aby obejrzeć miejsce, w którym planowali wybudować

nową drogę.

– Musi być wystarczająco szeroka – przekonywał wąsaty inżynier, sunąc palcem po

mapie, a jego koledzy z powagą kiwali głowami.

Parę dni później na pniu dębu pojawił się czerwony znak.

– Nasze drzewo jest ranne! – przestraszył się mały drozd.

– To tylko farba – uspokoiła go mama. – Drzewa nie krwawią na czerwono.

Stara, mądra sowa obejrzała dokładnie znak i ze smutkiem pokiwała głową.

– Nie podoba mi się to – westchnęła.

– Myślisz, że nasz dąb jest w niebezpieczeństwie? – zaniepokoił się dzięcioł.

– Obawiam się, że jego los jest przesądzony – sowa starała się mówić cicho, ale i tak

wszyscy ją usłyszeli.

– Musimy coś zrobić... – zaczęła drżącym głosem wiewiórka i zaraz zamilkła, widząc

ponure miny pozostałych mieszkańców drzewa.

– Nie oddamy naszego dębu, prawda? – Mały drozd uważnie spojrzał sowie prosto

w oczy.

– Wygląda na to, że będziemy musieli... – Spuściła głowę. – Chyba że ktoś stanie

w naszej obronie – dodała niepewnie.

Wiewiórka pomyślała chwilę, po czym popędziła gdzieś z wielkim pośpiechem…

 

1.

Leśne zwierzęta były bardzo smutne, że ludzie chcą zniszczyć ich piękny las oraz drzewo, które jest ich domkiem. Dąb był znakomitym miejscem zabaw dzięcioła, wiewiórki, sowy oraz ptaków. Był również najstarszym drzewkiem w tej leśnej krainie, pełnej zieleni i magii.

Nocami na drzewku uwielbiała siedzieć sowa i spoglądać na kosmos, rozmyślała wtedy o gwiazdach i kosmosie. Sowa bardzo kochała swój las, jaki pozostałe zwierzęta w nim zamieszkujące.

Pewnego słonecznego dnia wszystkie zwierzęta zrobiły zebranie przed najstarszym drzewkiem i wspólnie postanowiły, że będą pilnować drzewa i lasu na zawsze i nie pozwolą go zniszczyć i zrobić ulicy.

Postanowiły, że zaprzyjaźnią się z ludźmi, którzy chcą zniszczyć naturę, rozkochają ludzi w zieleni, ciszy, spokoju w lasku i przedstawią cudowne i magiczne strony lasu oraz jego mieszkańców…

 

2.

W czasie zebrania zwierzęta zdecydowały, że zaproszą ludzi na urokliwą polanę w środku lasu, aby przekonać ich, że budowa drogi w tym miejscu zniszczy zwierzętom życie, a ludziom odbierze oazę ciszy i spokoju. Tu jednak pojawił się problem… W jaki sposób przekażą ludziom informację o spotkaniu?

Po długiej i ożywionej burzy mózgów, jednogłośnie stwierdziły, że teraz mają jedyną i niepowtarzalną okazję, aby przemówić do ludzi w zrozumiałym dla nich języku. Przecież wszyscy wiedzą, że to właśnie w czasie Wigilii Bożego Narodzenia zwierzęta mówią ludzkim głosem.

- Podzielmy się zadaniami – powiedziała mądra sowa – ja napiszę zaproszenia na spotkanie. Kto jednak dostarczy je ludziom???

- Ja! Ja! – krzyczy piskliwym głosem myszka.

- Ty? Płochliwa myszka? – zaśmiał się drozd – przecież ty na widok ludzi cała drżysz.

- W takim razie może ja? – szybko oferuje się dzięcioł.

- Nie! Ty dzięciole potrafisz tylko stukać – krzyczy borsuk.

I tak zwierzęta zaczęły się nawzajem przekrzykiwać i kłócić.

- Cisza! – zawołała sowa – W sąsiednim lesie mieszkają gołębie pocztowe. Już posłałam wiewiórkę o zawołanie ich z prośbą o pomoc…

 

3.

Zwierzęta przycupnęły pod rozłożystym dębem na zielonym i miękkim mchu oczekując na szybki powrót wiewiórki. Ta chwila zdawała się nieskończenie długa…

Borsuk zniecierpliwiony coraz częściej rozglądał się dookoła, a drozd uśmiechnął się do siebie wspominając najpiękniejsze chwile spędzone w koronie dębu. Mała myszka uciekła pod korzenie drzewa, jakby chciała przeczekać tę chwilę w jego objęciach. Tyko sowa schowała się w swojej dziupli pisząc zaproszenie na kawałku starego pięknego papirusu.

Nagły świst skrzydeł zaskoczył ich wszystkich. Nawet dzięcioł ze strachu zastukał dziobem jak oszalały, zupełnie jakby chciał bić na alarm. Jedynie wiewiórka została gdzieś w tyle przeskakując z gałęzi na gałąź. Po chwili oczom wszystkich ukazały się dwa niezwykłe gołębie.

Zenek i Benek – przedstawił ich Zenek.

Benek i Zenek – poprawił go Benek.

Rycerskie gołębie pocztowe meldują się na wezwanie – dumnie zawołali obaj.

Rycerskie …..phi! Jak jesteście tacy odważni, to właściwie dlaczego latacie razem? – rzucił podejrzliwie borsuk.

Borsuku! – napomniała go sowa - oczywiście wszyscy Was pięknie witamy.

Nic nie szkodzi, droga sowo. Często nas o to pytają – chórem opowiedziały gołębie.

Nawet ludzie nie mają tak świetnej nawigacji, jak mój brat Zenek –dumnie powiedział Benek.

I nikt nie zadba tak dobrze o właściwe dostarczenie przesyłki na czas, jak mój brat Benek – oświadczył Zenek.

Wspaniale. Oto przesyłka - sowa podała papirus zwinięty w rulon zapieczętowany liściem dębu.

Po otrzymaniu najważniejszych wskazówek dotyczących przesyłki, gołębie wzbiły się w powietrze zostawiając za sobą chmurę kurzu.

4.

Gołębie po godzinie znalazły się w mieście i zmęczone przycupnęły na wysokiej wieży kościoła. Zenek spójrz na mapę i sprawdź, gdzie jest ten najważniejszy urząd w mieście – powiedział Benek.

Zenek czym prędzej zaczął przeglądać mapę i wybrał budynek ratusza o którym wspomniała im sowa.

Mam! To tutaj! – radośnie oznajmił Zenek i zakreślił pazurem trasę na mapie.

Po chwili ptaki krążyły wokół budynku w poszukiwaniu miejsca do lądowania.

Niestety, na każdym parapecie przymocowane były ostre kolce, które miały zapobiec siadaniu na nich ptakom.

Co teraz? - zawołał zrozpaczony Benek?

Spróbuje zwrócić ich uwagę - zawołał Zenek. Gołąb podlatywał do każdego okna i wykonywał wspaniałe akrobacje. Niestety, zapracowani ludzie ciągle wpatrywali się tylko, w monitory swoich komputerów.

Zmęczone ptaki usiadły na dachu, aby obmyślić nowy plan. Część chłopaki. Co robicie? - zawołała miejska Sroka, która od początku obserwowała ich zmagania. Bracia opowiedzieli jej cała historię. Mariolka - bo tak miała na imię sroczka - słuchała uważnie i stwierdziła:

-Tutaj niczego nie załatwicie.... Mieszkam tu wiele lat i dobrze wiem, że tutaj gołębie nie są mile widziane. Musicie polecieć tam! Na rynku zawsze kręci się mnóstwo ludzi.

Gołębie pięknie podziękowały Mariolci i ruszyły w stronę dużej grupy ludzi.

Niestety i tym razem, ludzie jak gdyby nie zauważali gołębi. Wpatrzeni w telefony ciągle robili zdjęcia. Nikt z turystów zwiedzających miasto, nie był zainteresowany ptakami. Kilku nawet przeganiało je, bojąc się ze mogą roznosić jakieś choroby.

Co teraz? Przecież nie możemy zawieść zwierząt z polany - stwierdził zrozpaczony Benek.

Zenek, chcąc pocieszyć przyjaciela, kolejny zaczął studiować mapę. Mam!- wykrzyknął. - Lecimy do parku. Nabierzemy sił i coś wymyślimy.

Po chwili gołębie krążyły już nad alejkami parkowymi. Jak tu przyjemnie i cicho - powiedziały jednocześnie. Gdy ugasiły pragnienie przysiadły na jednej z ławek. Na próżno próbowały zaczepiać ludzi którzy ich mijali. Jedni biegli zbyt szybko, a inni woleli karmić łabędzie w pobliskim stawie. Zrozpaczeni bracia wzbili się ponad drzewa i wtedy dostrzegli dwie dziewczynki, które rysowały coś patykami na przyprószonej śniegiem alejce.

To nasza ostatnia szansa!- zawołał Zenek….. - i obaj wylądowali na nosie wyrysowanego kota. Dziewczynki patrzyły oniemiałe z wrażenia. Hi hi patrz Madzia! Jakie słodkie - powiedziała do siostry Maja. Dziewczynki pilnie przyglądały się gołębiom i nagle....

Mamo, mamo! Szybko choć zobacz! Te ptaki jakoś inaczej wyglądają – zawołały dziewczynki.

Zaniepokojona mama czym prędzej podeszła do dzieci.

Macie rację dziewczynki. To nie są zwykłe ptaki, to gołębie pocztowe - odpowiedziała ich mama.

Ostrożnie podniosła Benka i delikatnie zabrała od niego list. 

Co tam jest napisane? - przekrzykiwały się siostry. 

Hmm to bardzo dziwne.... - stwierdziła mama i głośno odczytała list. 

Serdecznie zapraszamy mieszkańców miasta

na spotkanie w wigilijny wieczór

pod najpiękniejszy dąb na leśnej polanie.

Od niedawna z czerwonym znakiem!

Mieszkańcy lasu.

I co teraz zrobimy? - zapytały dziewczynki. 

 

5.

Po chwili namysłu postanowiły osobiście wręczyć zaproszenie prezydentowi miasta, poszły do domu wybrać najpiękniejsza sukienkę i razem z mamą udały się do urzędu.

Tymczasem w lesie zwierzęta zaczęły przygotowania do przywitania gości, które nadzorowała sowa: dzięcioł rozwieszał wianki z gałęzi, szyszek i łodyg świerku zrobione przez myszki, dziki turlały wielkie kłody, które miały służyć za ławki, zajączki zrobiły ścieżkę z szyszek. Wszystko nabierało pięknego kształtu.

Ścieżką nieopodal przechodził z pieskiem chłopczyk, Oskar, bo tak miał na imię, zaciągnięty w głąb lasu przez swojego czworonoga. Zaciekawiony poruszeniem wśród zwierząt schował się za drzewem i ukradkiem obserwował co robią, zdecydowanie szykowało się coś wyjątkowego, wspaniałe przyjęcie, tylko dla kogo... Chłopiec zauważył, że drzewo, za którym się schował jest brudne, początkowo myślał, że to krew, ale gdy się przyjrzał zobaczył, że to czerwona farba. Zmartwił się i pobiegł do rodziców, którzy siedzieli na ławce przy ścieżce, siostra obok lepiła bałwana.

- Wika nie uwierzysz co widziałem w głębi lasu!

- Gdzie, gdzie? Zaprowadź mnie tam.

Gdy dotarli na miejsce, przycupnęli koło drzewa - Patrz na tą farbę - powiedział Oskar

- Oskarku, to zły znak, ktoś chce ściąć to drzewo.

- Jak to, to niemożliwe, to moje ulubione miejsce na spacery, tak tu cicho i spokojnie! Musimy coś z tym zrobić, nikomu nie możemy pozwolić na zniszczenie tego wspaniałego miejsca. Zwołajmy Gang Krasnali, razem coś wymyślimy.

- Wydaje mi się ze zwierzęta też szykują się do czegoś wyjątkowego, może one również chcą ocalić to i inne drzewa. Pomożemy im w tym.

Kilka godzin później Oskar wraz z dziećmi z Gangu spotkał się pod wskazanym drzewem. Razem postanowili pomóc zwierzętom w przygotowaniach. Zaczęli zbierać połamane gałęzie, zrobili z nich wielka stertę. Zwierzęta wraz z chłopakami ułożyły z nich leśna chatkę, a dziewczynki z gałęzi świerków i szyszek robiły ozdobne wianki. Wiewiórki przygotowany wyśmienity poczęstunek, każda ze swoich zimowych zapasów wyciągnęła najpiękniejsze żołędzie. Na środku chatki ułożyli ognisko, a dookoła ustawili bale drewna.

Gdy zbliżał się już wieczór wszyscy byli bardzo zmęczeni i postanowili wrócić do domu, wszystko było gotowe na przyjęcie gości. W pewnym momencie Gang Krasnali usłyszał głosy mówiące do nich – Dziękujemy! - popatrzyli na siebie, nie wiedzieli co się dzieje, nagle najmniejsza dziewczynka cichutko szepnęła - Zbliża się wigilia, zwierzęta mówią ludzkim głosem.

Po powrocie do domu każdy zrobił wigilijny prezent zwierzętom z lasu.

Bajeczna księga

Zapraszamy nauczycieli, dzieci i rodziców z całej Polski, aby przyłączyli się do projektu czytelniczego BAJECZNA KSIĘGA, którego ambasadorką jest Ewa Stadtmüller. Wystarczy zeszyt bez liniatury, kredki, długopis, twórcze przedszkolaki i chętni do współpracy rodzice.


Strona projektu


Zobacz wszystkie wpisy
od Marta Kurantowicz



Wyślij wiadomość
do Marta Kurantowicz

Komentarze

Wyślij wiadomość do Marta Kurantowicz