Wprowadzenie dziecka w świat pisma

Karolina Turek  
Listopad 2013

Swoją przygodę z metodą dr Ireny Majchrzak rozpoczęłam rok temu w grupie mieszanej trzy- i czterolatków. Pierwszym krokiem była tzw. inicjacja, która polegała na „spotkaniu” dziecka z własnym imieniem. Razem z dzieckiem tworzyłam jego wizytówkę imienną, tj. zapisywałam każdą kolejną literę imienia d... więcej
Pobierz plik

Ten plik można pobrać za pomocą SMS (1.23 PLN brutto) lub wpisując kod do pobierania.

Jak pobierać?
Informacje o pliku
Typ pliku: pdf
Wielkość pliku: 238.11 kb
Stron: 2
Id: 3687

Zobacz również
Irena Majchrzak
nauka czytania
nauka pisania


Więcej w podobnej tematyce znajdziesz klikając w jeden z tagów:
Irena Majchrzak
nauka czytania
nauka pisania


lub skorzystaj z wyszukiwarki

Sukcesy dzieci, satysfakcja nauczyciela, integracja o silnym zabarwieniu emocjonalnym – to tylko niektóre zalety pracy z najmłodszymi metodą Ireny Majchrzak, mającą na celu wprowadzenie dziecka w świat pisma. Jak jej realizacja wygląda w praktyce? Autorka dzieli się z Czytelnikami swoimi doświadczeniami w tym zakresie.
Swoją przygodę z metodą dr Ireny Majchrzak rozpoczęłam rok temu w grupie mieszanej trzy- i czterolatków. Pierwszym krokiem była tzw. inicjacja, która polegała na „spotkaniu” dziecka z własnym imieniem. Razem z dzieckiem tworzyłam jego wizytówkę imienną, tj. zapisywałam każdą kolejną literę imienia dziecka, dbając o jego uwagę, skupienie, zainteresowanie i... uśmiech na twarzy. Ponieważ dla większości dzieci w grupie był to pierwszy rok pobytu w przedszkolu, poprzestałam na odnajdywaniu wizytówek w przeróżnych zabawach dydaktyczno-ruchowych. Obserwowałam reakcje dzieci: znacząco różniły się od siebie i wahały – od zaciekawienia, dystansu, przez niedowierzanie i niepewność, aż po szczery uśmiech i akceptację. Zauważyłam, że w pierwszej chwili, gdy dzieci zobaczyły, jak piszę kolejne litery imion, były nieco zaskoczone; dopiero gdy imię było już skończone, dostrzegałam swego rodzaju odprężenie i ulgę, większą swobodę w obcowaniu z wizytówką. Gdy dzieci trzymały w dłoniach swoje imienne wizytówki, czuły się już pewniej, były zainteresowane, w skupieniu przyglądały się wizytówkom lub głośno wymieniały uwagi. Oswajały się, a ja czekałam, dałam im czas na zawarcie tej jakże ważnej przyjaźni z pismem. Ponieważ chciałam nadać „pierwszej chwili” charakter uroczysty, pomogłam wykonać dzieciom korony, na które nakleiłam drugi komplet wizytówek.