Jak się dziecko używa, to się brudzi, czyli drugi letni happening "Na bosaka"
Obrazek z dzieciństwa: Letnie popołudnie, właśnie przestał padać deszcz, jest ciepło, ziemia pachnie i paruje…W naszym ogrodzie - kałuże pełne wody a wokół nich błoto… Fascynujące przez swą metamorfozę, która dokonała się podczas deszczu, kiedy z twardej lub sypkiej ziemi zmienia się ona w fantastyczny materiał do zabawy. Błoto, interesujące nas również z powodu różnorodności zastosowań, której z nieznanych powodów dorośli nie dostrzegają. Dla nich błoto to tyle, co brudne podłogi, ubrania i dzieci, które pó"niej w pocie czoła trzeba szorować. A dla nas dzieci to tamy wodne, pączki w wymyślonym sklepie, jakieś kosmiczne wzory wylewane rzadkim błotem na ogrodowych ścieżkach. A nade wszystko niesamowite odczucie dotyku, kiedy zanurzając bosą stopę w rozmoczonej Matce Ziemi, fizyczne czujemy jej bliskość, kiedy błoto miękko przechodzi przez palce stóp a w jego tajemniczym "wnętrzu” wyczuć można drobne kamyki, gałązki i co tam się jeszcze ukryło. Błoto, błotu nierówne, jedno zastyga w twardą formę, drugie po wyschnięciu rozsypuje się w pył, trzeba dobrze znać zasoby geologiczne ogrodu żeby dobrać właściwą zabawę. W żaden sposób nie zbuduje się choćby niewielkiej jaskini z błota, które rozsypie się w promieniach letniego słońca. Błoto bywa zdradliwe jak obca planeta, bezpieczne dotąd ścieżki stały się śliskie niczym lodowisko… Ale to problem wyłącznie maluchów, my sześcio-, siedmiolatkowie mając za sobą setki ćwiczeń, z akrobatyczną zręcznością skaczemy przez kałuże i ścigamy się rozpryskując ciepłą wodę. Chyba, że ktoś się pomyli, ale wtedy zabawa jest jeszcze lepsza…Zwłaszcza dla tych, którzy dobrze obliczyli współrzędne skoku przez wyjątkowo dużą kałużę.
Błotne wspomnienia z dzieciństwa można by snuć jeszcze bardzo długo. Niestety to tylko wspomnienia. Dziś bardzo niewiele dzieci ma okazję do twórczej, kreatywnej zabawy z tą szczególną postacią Matki Ziemi, którą jest błoto. Powodów jest wiele. Po pierwsze społeczeństwo zrobiło nam się bardzo higieniczne, przynajmniej na pozór i brudne dziecko to synonim dziecka zaniedbanego. Jeszcze gorzej wygląda sprawa bosego dziecka – to już patologia. Po drugie coraz trudniej teraz o ekologiczne, "czyste” błoto, na osiedlowych podwórkach jest ono zanieczyszczone psimi odchodami, kawałkami szkieł, resztkami jedzenia i wszelkim innym śmieciem. Właściciele prywatnych ogródków mogą (słusznie) obawiać się kwaśnych deszczów. Wszyscy zaś panicznie boją się, "że się dziecko przeziębi”, skaleczy, "wypaskudzi” oraz tego, co sąsiedzi powiedzą. Jak widać z powyższej wyliczanki prawie wszystkie powody wynikają z troski o dziecko. Nie namawiam tedy żeby po pierwszej wiosennej burzy wszyscy wypuścili swoje pociechy bez butów na podwórka, które akurat są w okolicy, ale… Spójrzmy ile bezcennych doświadczeń stracił mały odkrywca (dla dziecka odkrywczość nie jest wyborem ale absolutnie koniecznym aspektem rozwoju), kiedy w jego życiu zabrakło zabaw błotem, biegania na boso po różnym podłożu i innych form wielozmysłowego kontaktu z naturą.
Już sam fakt chodzenia "na bosaka” jest czynnością stymulującą harmonijny i wszechstronny rozwój. Dzięki mnogości stymulacji i związanych z nimi ruchów mimowolnych kształtują mu się mięśnie stopy, czyli szanse na prawidłowe wysklepienie stopy są większe. Do mózgu bez przerwy wędrują tysiące bod"ców; nie tylko dotykowych, ale przede wszystkim kinestetycznych – każde doznanie i każdy ruch są rejestrowane. Można powiedzieć, że dzięki chodzeniu boso precyzuje się technika chodzenia i zachowanie właściwej postawy. Dzięki aktywnym doznaniom stopy następuje ustawiczny rozwój myślenia. Pośli"nięcie się, jest rejestrowane jako forma kontaktu i zachowania się stopy na określonym podłożu. Można to doświadczenie przenieść na inne sytuacje życiowe. To coś znaczy! W odróżnieniu od upomnień dorosłych w rodzaju "Uważaj, bo się pośli"niesz!”, które dla dziecka pozbawionego doświadczenia są niezrozumiałe i co za tym idzie bezużyteczne.Kolejnym powodem pochwały błota jest możliwość wielozmysłowego poznawania świata. Uczenie się najpierw przychodzi poprzez nasze zmysły. W miarę jak badamy i doświadczamy naszego materialnego świata, początkowe wzorce sensoryczne nakładają się na sieci nerwowe. Stają się one rdzeniem naszego wolnego od formy systemu informacyjnego, który z każdym nowym doświadczeniem jest uaktualniany i staje się coraz bogatszy i bardziej finezyjny. Te pierwotne wzorce sensoryczne stają się naszymi punktami odniesienia i dają nam kontekst do uczenia się, myśli i twórczości. Pogląd, że aktywność intelektualna może istnieć w oderwaniu od ciała, jest w naszej kulturze głęboko zakorzeniony. Jest to związane z opinią, że wszystko, co robimy z ciałem oraz jego funkcje, wrażenia i emocje, które podtrzymują życie, są niższe i wyra"nie mniej ludzkie.
Procesy myślenia i uczenia się odbywają się nie tylko w głowie. Wręcz przeciwnie, ciało gra integralną rolę w całej naszej aktywności intelektualnej. Jak już wspomniałam pewne zabawy w ich pierwotnej postaci są już niemożliwe, czy to z powodów niezależnych od nas czy też mentalności rodziców i innych opiekunów dzieci. Człowiek jest istotą, która nie powstała razem z telewizją czy komputerem. Homo Sapiens w obecnej postaci ukształtowały zmysły. Jeżeli setki milionów pokoleń dzieci wychowywały się w procesie wielozmysłowego kontaktu z naturą, to teraz również nie może być inaczej.Błoto jest tylko jakże wdzięcznym pretekstem do rozważań w tym obszarze, równie cenne byłyby zabawy boso na trawie, piasku, dywanie czy każdym innym podłożu. Odkąd w przedszkolu, którym mam przyjemność kierować realizuje się program wielozmysłowego poznawania świata, podejmujemy szereg działań, które kompensują cywilizacyjne ograniczenia we wszechstronnym rozwoju dzieci. Są to zazwyczaj rzeczy codzienne, zwykłe, okazjonalne sytuacje edukacyjne, które wyczulone na ten problem nauczycielki chwytają jak cenne perełki i wykorzystują dla idei poznawania świata wszystkimi zmysłami.
Od dwóch lat swego rodzaju świętem odnośnie programu "nauczania” zmysłowego, jest impreza, organizowana przez nas dla najmłodszych dzieci z koszalińskich przedszkoli pod intrygującym tytułem "Na bosaka – happening artystyczny”, podczas której maluchy mogą poczuć smak nieskrępowanej zabawy z materiałem przypominającym błoto. Dla nas równie ważna jak dziecięca zabawa, jest wtedy radość podzielenia się z opiekunami (nauczycielami i rodzicami) własnymi przemyśleniami i doświadczeniami w tym zakresie. Jest to ogromnie ważny aspekt sprawy, ponieważ spośród dzieci w spotkaniu uczestniczą tylko przedstawiciele maluszków, ale mamy nadzieję, że impreza okaże się inspiracją dla opiekunów.Happening (z ang. "dzianie się”, "zdarzenie”) to zorganizowane wydarzenie o charakterze artystycznym, ograniczone czasowo, mające swoją dramaturgię. Nieodzownym elementem happeningu jest aktywne uczestnictwo widza w tym częściowo wyreżyserowanym "dzianiu się"Jako zdarzenie artystyczne nie jest nastawione na efekt, czyli żeby "ładnie wyszło"Jego celem jest dokonanie zmiany w umysłach widzów, czyli domniemanych uczestników, pozostawienie w nich trwałego śladu. Moim zdaniem formuła happeningu bardzo przypomina opis dobrej, kreatywnej zabawy dziecięcej, podczas której reżyserami i uczestnikami są same dzieci. W przypadku naszego happeningu, reżyserem jest częściowo nauczycielka prowadząca imprezę. W założeniach impreza powinna odbywać się w przedszkolnym ogrodzie, w pierwszych dniach lata, kiedy istnieje największe prawdopodobieństwo sprzyjającej pogody. Takie szczęście mieliśmy podczas pierwszej imprezy, która odbył się w czerwcu 2006 roku – dzieci bawiły się na trawniku wśród rosnących tam stokrotek. Na trawie rozłożone były wielkie płachty białego płótna (stare prześcieradła i obrusy), w plastikowych, dużych tackach "podano” kolorową farbę klejową. Do dyspozycji dzieci były również bardzo duże kawałki kolorowej masy solnej o rzadkiej konsystencji. Ogród "wypełniony” był muzyką relaksacyjną (przy wykorzystaniu wzmacniaczy), której melodia miała wprowadzić uczestników w nastrój letniego dnia. Prowadząca nauczycielka, wzorując się na słynnym wierszu Brzechwy, opowiedziała dzieciom o tym jak przyszło lato - chodziło pozostawiając słoneczne ślady (weszła bosymi stopami do pojemnika z farbą i przeszła się po białych płótnach). Mówiła o tym jak padał letni deszcz (rozchlapywała farbę, strząsając ją z palców), o tym jak lato "otwierało” kolorowe kwiaty (rozłożoną dłoń zanurzała w farbie i robiła nią "kwietne” ślady). Równolegle mimiką i gestem zachęcała dzieci do uczestnictwa. Część dzieci (oczywiście w stosownym "do pobrudzenia” się ubrankach oraz oczywiście na bosaka) zdecydowało się na zabawę już podczas krótkiego (ok. 3 – 4 min.) opowiadania, pozostałe prowadząca zachęcała indywidualne po skończeniu swojej "letniej opowieści"Kilkoro dzieci śmiało ruszyło do zabawy. Od pierwszych chwil eksperymentowały z farbą. Bardzo duże zainteresowanie wzbudziła masa solna, maluchy wchodziły w nią, klepały, ugniatały. Inne dzieci na początku bardzo starały się być "grzeczne” – ostrożnie wkładały koniuszki palców stóp i rąk do farby i usiłowały malować obrazki na powierzchniach o wymiarach małej kartki. Prowadząca proponowała im wówczas duże pędzle, jakich się zwykle używa podczas remontów do malowania kaloryferów lub futryn. Duże ślady pozostawiane przez pędzle bardzo ośmieliły dzieci, prowadząca pokazała jak podczas energicznego strząsania "pada deszcz”, głośno i z entuzjazmem komentowała wszystkie przypadkowe ślady działalności dzieci – plamy powstałe od niechcący pobrudzonych kolan czy niezamierzone przemieszanie masy z farbą. Po kilkunastu minutach całe towarzystwo bawiło się doskonale, dzieci malowały płótna, otaczającą trawę i siebie nawzajem, dokonywały cudów zręczności, żeby utrzymać się na śliskiej powierzchni, jaka utworzyła się na zalanych "klejówką” prześcieradłach. Upadki również się zdarzały, przez co dzieci były coraz to bardziej kolorowe. W trakcie zdarzenia można było zaobserwować ciekawe sytuacje np. jasnowłosy chłopczyk ostrożnie zanurza rękę w pojemniku z farbą, potem jakby zaskoczony fizycznym kontaktem z materiałem usiłuje strząsnąć "brud”, przypadkowo opryskuje kilkoro dzieci i prowadzącą, co wprowadza go w widoczne zakłopotanie. Kiedy prowadząca głośno zachwyca się jaki to piękny deszcz ją pomalował, twarz chłopca rozjaśnia się… Zabawa kończy się zaproszeniem dzieci na poczęstunek złożony z pierwszych letnich owoców – truskawek i owocowego soku. Przedtem dzieci dostają miski z woda i papierowe ręczniki, przy pomocy opiekunów zmywają z siebie ślady zabawy a przy okazji mogą jeszcze przez chwile pobawić się z wodą i obserwować jak zmienia kolor. Na zakończenie, dzieci dostają upominki i pamiątkowe "dyplomy” a opiekunowie krótka informacje pt. "Co zyskuje dziecko chodząc bez butów"Najlepszą recenzją dal happeningu były słowa małej dziewczynki, która zapytała przy pożegnaniu, "Kiedy znów będziemy malować nogami"”
Anna PoznańskaDyrektor Przedszkola nr 13
w Koszalinie
Literatura:Maria Kwiatkowska "Wielkie decyzje małego człowieka, czyli wczesne wspomaganie rozwoju dziecka” w: "Wczesne wspomaganie rozwoju dziecka od chwili wykrycia niepełnosprawności do podjęcia nauki w szkole” Warszawa 2005
Co zyskuje dziecko chodząc bez butów"Wszechstronny i harmonijny rozwój.
Po pierwsze – prawidłowy rozwój fizyczny, bo przecież dzięki mnogości stymulacji i związanych z nimi ruchów mimowolnych kształtują mu się mięśnie stopy. Raz chodzi po ciepłej i miękkiej wykładzinie, raz po zimnych, twardych płytkach; raz nadepnie na upuszczony przed chwilą dżemie, raz na pineskę… Ma po prostu większe szanse na prawidłowe wysklepienie stopy
Ale jednocześnie – do jego mózgu bez przerwy wędrują tysiące bod"ców; nie tylko dotykowych, ale przede wszystkim kinestetycznych – każde doznanie i każdy ruch są rejestrowane. Analizując to wprost możemy powiedzieć, że dzięki chodzeniu boso precyzuje się technika chodzenia i zachowanie właściwej postawy.
I wreszcie – dzięki aktywnym doznaniom stopy następuje ustawiczny rozwój myślenia. Pośli"nięcie się na mokrej podłodze jest rejestrowane nie jako suchy fakt, ale jako forma kontaktu i zachowania się stopy na określonym podłożu.Bose dziecko, którego palce zaplątały się we włochaty dywan ma możliwość poprzez palce zauważyć mechanizm przewracania się na tego typu podłożu – zacznie wyżej podnosić nogi również stojąc przed dywanem innego koloru, trawą…wszystkimi podłożami o tego rodzaju fakturze. Bo zebrało i zanotowało wszystkie – wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe i smakowe, a przede wszystkim kinestetyczne bod"ce w czasie tego upadku. Może przenieść te doświadczenia na inne sytuacje życiowe. Czegoś się po prostu gruntownie nauczyło.
Chodząc boso poznaje swoim ciałem również podstawy matematyki (wysoko – nisko, małe – duże, daleko – blisko,…); może nie umie ich jeszcze nazwać, ale rejestruje wrażenie związane z nimi. Kiedy pozna te słowa, będzie miało mózgu pełną, gotową szufladę wrażeń je obrazujących. Będzie mu łatwiej znale"ć dla tych pojęć odpowiednie miejsce. Zaczerpnięte z artykułu Marii Kwiatkowskiej "Wielkie decyzje małego człowieka, czyli wczesne wspomaganie rozwoju dziecka” zamieszczonego w publikacji zwartej "Wczesne wspomaganie rozwoju dziecka od chwili wykrycia niepełnosprawności do podjęcia nauki w szkole” Warszawa 2005