Zobacz zawartość numeru 7-8/2019 z materiałami na różne okazje… zobacz
Akademia Edukacji posiada AKREDYTACJĘ Małopolskiego Kuratora Oświaty

Sposób na uparte diabły

Mieczysław Maliński   
Wrzesień 2001

Fragment opowiadania: Święty Mikołaj przechadzał się po niebie, w otoczeniu swoich aniolątek i rozmawiał z nimi, jak to będzie szóstego grudnia. Aż niespodziewanie pojawił się święty Piotr, lekko zdenerwowany, mówiąc: - Do furty niebieskiej przyszła gromada diabełków i chce si... więcej
Pobierz plik

Ten plik można pobrać za pomocą SMS (2.46 PLN brutto) lub wpisując kod do pobierania.

Jak pobierać?
Informacje o pliku
Typ pliku: pdf
Wielkość pliku: 550.8 kb
Stron: 4
Id: 982

Fragment opowiadania:
Święty Mikołaj przechadzał się po niebie, w otoczeniu swoich aniolątek i rozmawiał z nimi, jak to będzie szóstego grudnia. Aż niespodziewanie pojawił się święty Piotr, lekko zdenerwowany, mówiąc:
- Do furty niebieskiej przyszła gromada diabełków i chce się z tobą widzieć.
- Diabełków? – zdziwił się święty Mikołaj – A cóż one ode mnie mogą chcieć?
- Mówią, że to pilna sprawa. Związana z twoim świętem szóstego grudnia.
- Nie chodź do nich, nie chodź do nich, święty Mikołaju! – prosiły aniolątka.
- Jak pilna sprawa, związana z moimi imieninami, to myślę, że tu chodzi nie o mnie, tylko o dzieci, do których się wyprawiam.
- Nie chodź do diabełków, nie chodź do diabełków! – prosiły aniolątka. – One nie powiedzą ci nic dobrego. Na pewno chcą ci dokuczyć.
- Nie mogę nie iść, gdy chodzi o dzieci – tłumaczył im cierpliwie święty Mikołaj.
Gdy wyszli z bramy niebieskiej, na białych obłokach kłębił się tłum czarnych diablątek. Wrzeszczały, piszczały, skakały, tłukły się, przepychały. Każdy chciał być pierwszy, każdy chciał być głośniejszy. Ale inne ciągnęły go do tyłu, ale inne przekrzykiwały go jeszcze bardziej.
Święty Mikołaj usiadł na obłoczku i czekał. Wokół niego przytulone aniołki – bieluśkie, puchate, ze złotymi włoskami, ze złotymi gwiazdkami nad czołem, z buźkami rozczerwienionymi ze wstydu. I z przerażenia. Bo diabełki kotłowały się bez końca. Kotłowały się i dokazywały co niemiara. A przy tym wyśmiewały się jeden z drugiego, grały na nosie, pokazywały pupy aniołkom, przezywały. W tym rozgardiaszu święty Mikołaj starał się coś zrozumieć, dowiedzieć, o co chodzi, z czym przyszły. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegł, że z czegoś się intensywnie cieszą.
- Z czego się cieszycie?! – wykrzyknął tubalnym głosem.
- Bośmy zdobyli dwoje dzieci! – któryś odwrzasnął.
I nadal chwaliły się, wykrzykiwały, piszczały, skrzeczały z radością:
- Jaki bezczelny chłopiec!
- Nawet pan w szkole nie potrafi sobie z nim poradzić, a pani już wcale! – wołały z zachwytem.
- Łazi po klasie!
- Gada jak najęty!
- Przeszkadza wszystkim!
- Ciągnie dziewczęta za włosy!
- Zaczepia chłopaków!
- Nie pisze zadań!
- Pali nawet papierosy w ustępie!
- Ćpa! – wykrzyknął któryś diabełek.
Może z wszystkich donosów, które usłyszał święty Mikołaj, to zabolało go najbardziej. Ale i aniołki przeraziło. Jeden z nich przyłożył dłoń do buzi, inny złapał się za główkę z przerażenia, a diabełki chwaliły się dalej (...).