Rozmiar tekstu: A- A A+

Na wakacje
Anna Gaża

Wakacje były już naprawdę blisko. Dzieci siedziały w niewielkiej grupce i rozmawiały o swoich planach.
– Ja polecę na Rodos – mówiła Julka. – To taka wyspa w Grecji. Tata obiecał, że popływamy w płetwach i że będziemy łapać rybki do siatki.
– A my jedziemy w tym roku w Bieszczady – oznajmił Krzyś. – Mój wujek jest tam leśniczym i obiecał, że pokaże mi ślady wilków i powie, jak rozpoznawać miejsca, w których jelenie ścierają sobie poroże. A potem z rodzicami pójdziemy na połoniny.
– Poło... co? – zapytał ze zdziwioną miną Maks.
– Połoniny, no takie jakby łąki na grzbietach gór – odpowiedział Krzyś. – Mój tato mówi, że są niesamowicie piękne i zielone latem. Podobno do jednego ze schronisk czasem przychodzi niedźwiedź.
– Ale by to było, jakbyś spotkał takiego niedźwiedzia! – rozemocjonowała się Julka.
– A ja w tym roku jadę nad nasze morze – powiedział Maks. – Z kuzynami. Będziemy kopać wielkie doły, zbierać muszelki i robić ogniska z patyków na plaży. Kupiliśmy też pistolety wodne i będzie morska bitwa, nie mogę się już doczekać. A ty, Jagoda, gdzie jedziesz?
Jagoda jak do tej pory siedziała cichutko z niewyraźną miną. Kiedy jednak Maks zapytał ją o wakacje, w jej oczach pojawiły się łzy wielkie jak grochy. Jedna po drugiej spadały na różowe spodenki.
– Bo ja nigdzie nie jadę – zaczęła szlochać dziewczynka. – Mamy za mało pieniędzy i nie stać nas na wakacje. Jadę tylko do cioci i wujka na wieś, do mojej kuzynki. To takie nudne. – Teraz już rozszlochała się na dobre.
– Serio, myślisz, że na wsi jest nudno? – zapytał zdziwiony Krzyś. – Ja byłem w zeszłym roku na wsi u dziadków przez całe lato i nie zamieniłbym tych wakacji na żadne inne na świecie. Łzy to miałem w oczach, jak trzeba było wracać do miasta...
– Naprawdę? – dodała jeszcze przez łzy zaintrygowana Jagoda. – A co tam było takiego ciekawego?
– Chyba lepiej spytaj, czego tam nie było? – odparł z wypiekami na twarzy Krzyś. – Dziadek zabierał nas do lasu na grzyby. Babcia pokazała nam, jak robić z kolby kukurydzy ludziki. W polu kukurydzy mieliśmy nasze tajne tunele i bazy. Bawiliśmy się tam ciągle w chowanego. Razem z dziadkiem karmiliśmy zwierzęta: kurom sypaliśmy ziarno, krowom dawaliśmy siano, koniom owies. Zaprzyjaźniłem się z psem Kapslem, który ciągle za mną biegał. Dostałem własne taczki i narzędzia do pracy w ogrodzie. Mogłem cały dzień bawić się na podwórku i turlać po trawie, a babcia nie gniewała się na mnie nawet wtedy, kiedy wspinałem się po drzewach i rozdarłem spodnie. Nie pamiętam ani jednego dnia nudy. Dziewczyno, już ci zazdroszczę tych wakacji...
– Ojej, nie myślałam, że na wsi może być tak ciekawie – powiedziała z nadzieją w głosie Jagoda. – Dzięki, Krzysiu, chyba właśnie uratowałeś moje wakacyjne plany. Teraz i ja już nie mogę się doczekać...